LE SYSTEM 1777/AN IX

Autor: Leszek Erenfeicht

Francuski gładkolufowy skałkowy karabin wz. 1777, a zwłaszcza jego udoskonalona wersja, AN IX, stał się w pierwszych latach XIX wieku powszechnie naśladowanym standardem konstrukcyjnym, zajmując pozycję równorzędną wielkim karabinowym „systemom” XIX i XX wieku, jak Remington Rolling Block, Mauser 98 czy AK/AKM Kałasznikowa. Karabiny systemu 1777/AN IX miały w swoim uzbrojeniu armie wszystkich sojuszników Napoleona, a jego kopie wiele armii jego przeciwników – jak choćby austriacki karabin wz. 1798, rosyjski wz. 1808 czy pruski wz. 1809.

Niepowodzenie Francji w siedmioletniej wojnie północnej (1756–1763) o panowanie nad Śląskiem w dużej mierze przypisano niedostatkom uzbrojenia francuskiej piechoty. Zwracał na to uwagę już wielki reformator francuskiej wojskowości, marszałek Vauban, ale przez wiele lat nie zrobiono nic, by tę sytuację poprawić. Po wielkich postępach w dziedzinie broni strzeleckiej w ciągu XVII wieku, kiedy to Francja stała w pierwszym szeregu reform wojskowości, jako pierwsza ujednolicając kaliber broni piechoty, zastępując piki bagnetami i reformując taktykę, od początku kolejnego stulecia dała się zauważyć tendencja do koncentrowania się na fortyfikacjach – skądinąd projektu tegoż Vaubana. Ostatnim przebłyskiem wielkiej ery francuskiej supremacji w dziedzinie broni strzeleckiej był pierwszy w dziejach „system” – spójny zespół modeli broni strzeleckiej bazujący na wspólnych dla wszystkich rozwiązaniach mechanizmu zamkowego i konstrukcji broni – wprowadzony w roku 1728.


Francuski gładkolufowy skałkowy karabin wz. 1777

 

Najbardziej rewolucyjnym rozwiązaniem tej broni było wprowadzenie bączków – metalowych pierścieni mocujących łoże do lufy. Do tej pory znano jedynie pierścienie, za pomocą których mocowano strzemiączka do flintpasa (czyli pasa nośnego), lufy broni strzeleckiej łączone były zaś z oprawą za pomocą kołków lub przetyczek, co znacznie utrudniało rozkładanie broni, warunkujące jej dokładne czyszczenie. Z lufy umocowanej w łożu nie dawało się wymywać nagaru, gdyż groziło to zamoczeniem, a w konsekwencji wypaczeniem łoża. Do gruntownego czyszczenia trzeba było wybijać kołki, które od tego wyrabiały się i luzowały, obniżając żywotność broni. Przeciwnicy Francji jeszcze przez wiele lat uporczywie trzymali się starej konstrukcji – Brytyjczycy przez niemal 100 lat, pierwszy wzór karabinu z bączkami wprowadzając dopiero w roku 1818.

Na fali oskarżeń towarzyszącej niepowodzeniom militarnym już w czasie wojny siedmioletniej zapadła decyzja o całkowitym przezbrojeniu armii w unowocześniony karabin wz. 1763. Zachował on zasadniczy układ karabinu wz. 1728, ale zasadniczej rekonstrukcji poddano zamek. Widać to już na pierwszy rzut oka w konstrukcji kurka, znacznie wzmocnionego. Dotychczasowe kurki miały kształt litery S, z wąską szyjką – to w tym miejscu, w miarę eksploatacji, pękał wykonany z dostępnych wówczas stopów żelaza niskiej jakości kurek. Pęknięcie kurka było wyjątkowo kłopotliwym uszkodzeniem broni, niemożliwym do usunięcia w polu – trzeba było dorobić nowy kurek, gdyż części ręcznie wykonywanych karabinów nie były wzajemnie zamienne, a ówczesna intendentura nie znała pojęcia „części zamienne”. Kształt kurka podatny na uszkodzenie nie był jednak sprawą mody – przez jego dolną szczękę przechodziła śruba, mocująca skałkę. Ponieważ grubość skałek nie była idealnie powtarzalna, śruba musiała mieć długość umożliwiającą dostosowanie odległości szczęk do zmiennej grubości skałek. Pod dolną szczęką musiało być zatem na nią dosyć miejsca. Dostęp do dolnej części śruby przydawał się w przypadku innego częstego uszkodzenia kurka: ułamania łba śruby mocującej skałkę. Rozbieżne potrzeby pomieszczenia zapasu długości śruby, udostępnienia jej dolnej części i zachowania zwartej konstrukcji kurka najlepiej godził kształt litery S – co jednak osłabiało kurek. Twórca karabinu wz. 1763 zaproponował inne rozwiązanie. Jego kurek był znacznie szerszy, przypominający bardziej literę F. Pod dolną szczęką wywiercony był owalny otwór, umożliwiający dostęp do śruby mocującej skałkę, pozwalając jednocześnie zachować znacznie bardziej odporną na trudy eksploatacji masywną konstrukcję. Forma kurka pozostała już w broni francuskiej właściwie niezmieniona do chwili wprowadzenia broni kapiszonowej – jedynie otwór z owalnego stał się z biegiem czasu sercowaty.


Ewolucja zamka francuskich karabinów skałkowych: od lewej wz. 1728, wz. 1777, M. AN IX [BAUDRIOT]

 

Na przeszkodzie reformatorom stanął prozaiczny brak pieniędzy i przed wprowadzeniem nowego wzoru karabinu postanowiono wyprzedać zapasy starych, by w ten sposób sfinansować modyfikację. Jak zwykle w takich sytuacjach przedsiębiorcy wykorzystali niekompetencję królewskiej komisji zakupów, która ciągle nie mogła się zdecydować, czy jedynie modyfikować istniejące czy też kupować nowe karabiny. Członków komisji dobierano na zasadzie urodzenia i urzędu (dziś byśmy powiedzieli „z nomenklatury”), a nie poziomu kwalifikacji – wiedzy i doświadczenia w zakresie uzbrojenia, więc co sprytniejsi przedsiębiorcy potrafili oczarować komisarzy, a co bezczelniejsi skorumpować ich na tyle, by kupowano właśnie ich karabiny. Spekulanci skupowali za bezcen wycofywane karabiny, wymieniali części drewniane i odnawiali metalowe, przez wymianę kurków upodabniając je zewnętrznie do nowego karabinu wz. 1763, po czym sprzedawali ten złom z powrotem armii za ciężkie pieniądze jako nową broń. Po jakimś czasie sprawa się wydała, doszło do wielkiego skandalu, zakończonego długotrwałym procesem sądowym, w którym ferowano surowe wyroki. Ważniejszym wszakże skutkiem „procesu Inwalidów”, nazwanego tak od pałacu, w którym odbywały się posiedzenia sądu, była decyzja króla o stworzeniu własnego, państwowego przemysłu zbrojeniowego, by uniezależnić się od nieuczciwych dostawców prywatnych.

 

Le System 1777

Tymczasem w roku 1766 wprowadzono zmodyfikowaną, lżejszą odmianę karabinu wz. 1763, produkowaną przez królewskie wytwórnie w Charleville, Saint-Etienne i Maubeuge dla wojsk lądowych oraz w Tulle dla marynarki wojennej. Karabin wz. 1763/66 szybko zaczął obrastać odmianami i w połowie lat 70. XVIII wieku jego nowatorstwo całkiem się w tym zalewie zatraciło. Potrzebny był nowy wzór karabinu, który przywróciłby Francji pierwszeństwo na kontynencie. W roku 1775 na uzbrojeniu armii znajdowało się jednocześnie ponad 30 odmian karabinów i karabinków zarówno starszych typów, jak i wzoru 1763/66. Sytuacji tej bardzo przeciwny był kolejny wielki reformator armii francuskiej, słynny konstruktor i wynalazca w dziedzinie artylerii, generał porucznik de Gribeauval. Wykorzystując pozycję generalnego inspektora artylerii Gribeauval przeforsował wielką reformę uzbrojenia strzeleckiego, obejmującą wszystkie typy i grupy broni strzeleckiej. Głównym założeniem reformy było maksymalne ograniczenie liczby typów, by w ten sposób, eliminując nadmiar odmian, uprościć zaopatrzenie i zintensyfikować produkcję. Podstawą konstrukcji nowego systemu broni długiej był karabin wz. 1766 kalibru 17,5 mm, tym razem produkowany głównie w manufakturach królewskich, według zmodyfikowanej, uproszczonej i dokładniej kontrolowanej technologii. „Le System 1777” to jednak nie tylko karabiny i karabinki – w jego skład wchodziły też zmodyfikowane pistolety, bagnety i broń sieczna. W miarę pojawiania się nowych karabinów stare wyprzedawano – także za granicę. W ten sposób francuski karabin wz. 1763/66, zwany potocznie – od nazwy jednej z manufaktur królewskich go wytwarzających – „karabinem Charleville”, stał się głównym orężem amerykańskich rewolucjonistów, toczących walkę o niepodległość brytyjskich do tej pory kolonii w Nowym Świecie. Król Ludwik XVI – i w ogóle Francja – nie wyszli na tym najlepiej. Nie dość, że przeprowadzona przy ich pomocy (markiz de Lafayette) rewolucja amerykańska upowszechniła pomysł obalania oddolną przemocą panującego monarchy, co skończyło się szturmem Bastylii, to jeszcze w 1800 roku niewdzięczni Amerykanie sprzedali 30 000 tych karabinów rebeliantom Toussainta de l’Ouverture’a walczącym przeciw Francuzom (a wkrótce także Polakom) na Santo Domingo.

 


Współczesne repliki karabinów skałkowych francuskich: wz. 1766 [PEDERSOLI], wz. 1777 [PEDERSOLI], wz. 1777 AN IX [PEDERSOLI], wz. 1777 AN IX dragoński [PEDERSOLI]

 

Robespierre i karabiny

Po obaleniu tyranii „obywatela Capet” i początkowym karnawale rewolucyjnym rozpoczęła się krwawa dyktatura jakobinów. Obrona republiki przed wrogami zewnętrznymi, „kolumny piekielne” masakrujące rebelię wandejskich szuanów, krwawe rządy Komitetu Ocalenia Publicznego – do tego wszystkiego Robespierre i jego poplecznicy potrzebowali silnego wojska i mnóstwa broni. Wprowadzenie powszechnego obowiązku służby wojskowej spowodowało powstanie olbrzymiej armii narodowej, dla której produkujący dotychczasowymi rękodzielniczymi metodami przemysł zbrojeniowy po prostu nie był w stanie nastarczyć uzbrojenia. Dziś jakobinom pamiętamy jedynie gilotynę na Placu Zgody i rzeź Lyonu, ale pod ich rządami dokonała się także reforma przemysłu zbrojeniowego, leżąca u podstaw wielkich zwycięstw Napoleona – który też bez jakobinów pozostałby najwyżej dobrze zapowiadającym się porucznikiem. Powstały nowe opracowania i nowe rozwiązania konstrukcyjne, ulepszano dotychczasowe wzory broni. Zorganizowano nowe wytwórnie uzbrojenia w Moulins, Autun, Clermont-Ferrand, Wersalu, Valenciennes, Grenoble, Langres, Chatellerault, a potem w belgijskim Liège, alzackim Mutzig i włoskim Turynie. Po obaleniu jakobinów Dyrektoriat z inicjatywy Bonapartego powołał ciało do tej pory we Francji nieznane – Komisję Wojskową, której celem było badanie i opiniowanie nowych wzorów broni przed zatwierdzeniem i przekazaniem ich fabrykom do produkcji. Skończyły się czasy samodzielnych, „partyzanckich” modyfikacji i mnożenia bez końca odmian i podtypów. Teraz każdy nowy wzór i zmiana technologii produkcji musiały zostać zatwierdzone przez komisję, co usprawniło proces produkcji i zaopatrzenie wojsk. Pojawiło się nowe pojęcie rewolucjonizujące zaopatrzenie – „części zamienne”. Do tej pory bowiem każda broń była oddzielnym dziełem produkujących ją rzemieślników i nie było mowy o jakiejkolwiek wymienności ani zespołów, ani ich części składowych. Za czasów Napoleona nie udało się wprawdzie doprowadzić do pełnej współzamienności części broni, ale wprowadzono przynajmniej pewne standardy, które umożliwiły to w przyszłości.

 

Współczesne repliki zagranicznych kopii karabinów systemu 1777/AN IX: austriacki wz. 1798 [PEDERSOLI], pruski wz. 1809 [PEDERSOLI], amerykański wz. 1816 [PEDERSOLI]

 

Nowo opracowane lub ulepszone typy broni otrzymywały nadawane przez komisję oznaczenie wzoru M.[odèle] AN [no] z cyfrą rzymską oznaczającą rok zatwierdzenia projektu do produkcji wg kalendarza rewolucyjnego (liczonego od ogłoszenia republiki 22 września 1792 roku). Zmodyfikowany przez komisję, jeszcze bardziej uproszczony (m.in. przez zastąpienie śruby mocującej przedni bączek sprężynowym zatrzaskiem) model karabinu wz. 1777 z roku 1796/1797 nosił więc oznaczenie „Modèle 1777 corrigé M. AN IV” czyli „wzór 1777 ulepszona odmiana wz. IV”.

 

M. AN IX

Już w roku V (1797/1798) rozpoczęły się prace nad kolejną, jeszcze dalej idącą modyfikacją udanego karabinu wz. 1777. Prace te w roku IX (1800/1801) uwieńczyło przyjęcie kolejnego „systemu” uzbrojenia, łączącego broń krótką, długą i białą – M. AN IX. Tym razem modernizacja poszła przede wszystkim w kierunku zwiększenia niezawodności funkcjonowania – poprzez zmianę kształtu krzesiwa z płaskiego na wklęsłe uzyskano dłuższy czas iskrzenia skałki i większą pewność odrzucenia krzesiwa na czas, by iskry zdążyły zapalić proch na panewce. Tylko ta jedna zmiana konstrukcyjna spowodowała, że częstotliwość niewypałów spadła z powszechnej w tym okresie liczby jednego niewypału na pięć strzałów do jednego na piętnaście. Nowemu karabinowi nadano nazwę „Modèle 1777 corrigé M. AN IX” (po polsku „wz. 1777 ulepszona odmiana wz. IX” – przy czym w naszej literaturze utarła się nie wiedzieć czemu mieszana polsko-francuska nomenklatura i pisze się „wz. 1777 AN IX”).

 

Zamek karabinu wz. 1777 AN IX wymontowany z karabinu. Zwraca uwa- gę mosiężna panewka na płycie zamkowej oraz mosiężna kontrblacha. Strzałka wskazuje występ ograniczający ruch kurka

 

I tak już masywny kurek systemu 1777 został jeszcze wzmocniony. Przebudowany kurek zaopatrzono także w występ na wewnętrznej stronie, ograniczający jego jałowy ruch do przodu po odrzuceniu krzesiwa, co zmniejszyło ilość uszkodzeń kurka. Zdaniem wielu autorów AN IX był szczytowym osiągnięciem konstrukcji gładkolufowej broni skałkowej, najlepszym karabinem wojskowym tego okresu, o czym przesądzają jego osiągi balistyczne, rozwiązania konstrukcyjne, wysoka jakość użytych materiałów i poziom wykonania oraz sposób produkcji – w tym daleko idąca unifikacja drobnych części pomiędzy odmianami, rzecz dotychczas niespotykana. Wymownym świadectwem jest także liczba naśladownictw i kopii tego karabinu w uzbrojeniu armii ówczesnego świata. Karabin wz. 1777 AN IX produkowany był w wielu odmianach: karabinu piechoty, dragońskiego, artyleryjskiego oraz karabinków dla kawalerii: kirasjerskiego, huzarskiego, strzelców konnych i lansjerskiego. Gamę broni bazowanej na wz. 1777 AN IX uzupełniały karabin i karabinek marynarki. Rozmiary produkcji tego systemu broni oddają skutki jakobińskiej reformy przemysłu zbrojeniowego: w samej tylko manufakturze wersalskiej do 1814 roku wyprodukowano 121 723 karabinów i karabinków wz. 1777 AN IX (87 215 karabinów piechoty, 29 252 karabinów dragońskich i 5256 karabinków kawaleryjskich). W ciągu 11 lat produkcji za czasów I Cesarstwa we wszystkich wytwórniach francuskich (oraz włoskich w Turynie, Modenie, Brescii i Torre del Greco) pomiędzy rokiem 1803 a 1814 powstało zaś aż 2 243 000 sztuk karabinów i karabinków wz. 1777 AN IX! Dla porównania, broni pierwotnego systemu 1777 przez całe wcześniejsze ćwierćwiecze wytworzono 800 000, z czego ponad połowę w ośmioleciu 1795–1803. Brytyjskich Brown Bess w czasie stulecia ich służby wojskowej między rokiem 1740 a 1840 wyprodukowano także 3 miliony – ale trwało to ponad trzykrotnie dłużej.

Karabiny i karabinki wz. 1777 AN IX stanowiły podstawowe uzbrojenie wojsk napoleońskich we wszystkich najsłynniejszych kampaniach toczonych za czasów I Cesarstwa. Ich produkcja ustała w roku 1814, wraz z abdykacją Cesarza. Już w 1816 roku wprowadzono kolejny „system”, jedynie w drobnych szczegółach różniący się od AN IX, ale za to słuszny politycznie – na płyty zamkowe wrócił napis „Manufacture Royale” w miejsce stworzonych przez jakobinów „Manufacture Nationale”. System republikańskich państwowych wytwórni broni szybko zresztą zdemontowano, likwidując większość z nich i wracając do korupcjogennych zakupów u dostawców prywatnych. Ostateczny cios broni systemu AN IX we Francji zadało przyjęcie zamka kapiszonowego w roku 1842. Część mniej zużytych karabinów i karabinków AN IX i systemów pochodnych (wz. 1816, 1822, 1836) przebudowano na zapłon kapiszonowy (tworząc np. wz. 1822T, od „transformé”).

Poza Francją doskonałe charakterystyki karabinów wz. 1777 i AN IX zachęciły wiele armii do przyjęcia broni wzorowanej na ich konstrukcji. Broń francuska miała przemożny wpływ także na konstruktorów zza oceanu. Pierwsze amerykańskie karabiny skałkowe ze Springfield były kopiami rozwiązań francuskich. Karabin wz. 1800 był kopią „karabinu Charleville”, czyli wz. 1766, ale już Springfield wz. 1816, który po konwersji na zapłon kapiszonowy w roku 1848 funkcjonował w uzbrojeniu US Army jeszcze w przeddzień wojny secesyjnej, był czystym żywym AN IX w nieco zmienionym drewnie. Rosjanie, po skopiowaniu AN IX w roku 1808, trzymali się tej konstrukcji jeszcze przez 30 lat, do czasu wprowadzenia karabinu kapiszonowego wz. 1839. Także w armiach pruskiej i austriackiej kopie AN  IX dożyły czasów karabinu kapiszonowego.

 

Karabin piechoty wz. 1777 AN IX produkcji zakładów Malherbe w Liége z roku 1809, rozłożony do gruntownego czyszczenia. 1 – bagnet; 2 – kontrblacha; 3 – wkręt mocujący lufę; 4 – lufa; 5 – łoże; 6 – zamek; 7 – tylny bączek; 8 – środkowy bączek; 9 – przedni bączek; 10 – śruby zamkowe; 11 – stempel


Podsumowanie

Gładkolufowy karabin skałkowy – AN IX i każdy inny – był z dzisiejszego punktu widzenia bardzo niedoskonałym orężem. Jego szybkostrzelność praktyczna była niewielka, co wynikało ze skomplikowanego i długotrwałego procesu ładowania broni. W AN IX, jak we wszystkich karabinach i karabinkach wz. 1777 dodatkowo obniżała szybkostrzelność konieczność obracania wyjętego stempla przed włożeniem go do lufy – symetryczny stempel pozwoliłby szybciej i wygodniej nabijać karabin, ale jego mocowanie sprawiało trudność. Prusacy rozwiązali ten problem już w roku 1773, wprowadzając cylindryczny stempel, ale przypłacili to wzrostem masy całego karabinu o ponad pół kilograma.

Odsłonięta panewka była wrażliwa na warunki atmosferyczne, wystawiając podsypkę na wiatr i deszcz. Średnio co 50 strzałów należało wymienić skałkę, także krzesiwo wymagało okresowej wymiany. Otwarty otwór zapałowy dawał przy odpaleniu spory podmuch, zbijający broń z celu. Gazy wydostające się tamtędy powodowały przyspieszoną erozję i powiększanie średnicy otworu zapałowego, co zwiększało straty energii gazów prochowych przy strzale. Strumień gazów buchających z prawej strony broni zmuszał do rozluźnienia szyku liniowego, by nie poparzyć sąsiada. Mimo doświadczeń wielu kampanii nic z tym nie zrobiono – jedynie „nowopruski” karabin wz. 1809, poza tym dokładna kopia AN IX, zaopatrzony został w osłonę boczną panewki, odchylającą w przód część wylatujących tędy gazów. Niewiele też dawało się poradzić na zarastanie otworu nagarem – szpila do jego przetykania pozostała ważnym elementem wyposażenia żołnierza do momentu pojawienia się broni kapiszonowej. Słabym punktem karabinu skałkowego pozostała też wielość odsłoniętych części zamka – choć akurat w AN IX użyto części na tyle masywnych, by im to nie szkodziło.

AN IX był jednym z pierwszych karabinów w dużej mierze wykonywanych przy użyciu maszyn – dotyczyło to zwłaszcza opraw, na które starannie selekcjonowano zdrowe drewno liściaste (najczęściej orzech po minimum trzyletnim sezonowaniu) bez sęków. Mocną stroną AN IX była bez wątpienia jakość materiałów, nad których wyborem czuwała państwowa służba kontrolerów, działająca przy wszystkich manufakturach. Każdy z zachowanych karabinów nosi bardzo wiele znaków kontroli i odbioru technicznego, który był prowadzony wieloetapowo w każdym stadium produkcji. Każdy element badał najpierw jeden kontroler, potem drugi, po czym rewizor zatwierdzał część do dalszego montażu, a po jego zakończeniu inspektor prowadził niezależny odbiór całego karabinu i dopiero jego zatwierdzenie pozwalało sprzedać karabin wojsku. Ta staranność przy wyborze materiałów i kontrola w parze z doskonałą jakością wykonania sprawiały, że karabiny francuskie cieszyły się doskonałą opinią użytkowników. Inną stroną tej staranności był jednak niestety wysoki koszt produkcji – karabin wz. 1777 AN IX z wytwórni francuskiej kosztował 40 franków, mnóstwo pieniędzy. Co ciekawe, trafiające na wyposażenie polskich jednostek we Włoszech karabiny wz. 1777 z wytwórni włoskich kosztowały 30 franków, mimo równie dobrej jakości. Czyżby na tę różnicę wpływało coś jeszcze oprócz kosztów transportu?

Wiele emocji wśród miłośników broni budzi celność wojskowej broni gładkolufowej okresu pierwszej ćwierci XIX wieku. Nikt nie podważa fenomenalnej celności precyzyjnie wykonanej gładkolufowej broni myśliwskiej z tego okresu, ale co do broni wojskowej panuje przekonanie, że z odległości większej niż 100 kroków można było z niej trafić co najwyżej w stodołę – a i to w jej szerszą ścianę, biorąc pod uwagę praktyczny brak przyrządów celowniczych (bo co to za celowanie przez śrubę warkocza lufy i wąską, niską muszkę na ruchomym bączku?), luz pomiędzy kalibrem lufy a średnicą kuli (w AN IX dochodzący do niemal milimetra!), stres na polu bitwy, na którym pierwszy szereg piechoty strzelał niemal w twarz nacierającego wroga, po czym „szedł w dym” na bagnety – gdyby tak było, nikt by się zdziwił.

Okazuje się jednak, że to nie do końca prawda. Marian Maciejewski w swojej książce Broń strzelecka wojsk polskich w latach 1717–1945 podaje bardzo ciekawe dane porównawcze na temat właśnie celności karabinów piechoty pruskiej (wz. 1805) i francuskiej (AN IX). Strzelania prowadzono do tarczy o wymiarach 1,68 x 0,5 m (sylwetka człowieka), w seriach po 200 strzałów z każdego dystansu.

 

Dystans

Typ broni

Trafienia

Odsetek trafień

100 kroków (ok. 75 m)

wz.1805

92

46

 

wz. 1777 AN IX  

151

75

200 kroków (ok. 150 m)

wz. 1805  

64

32

 

wz. 1777 AN IX

99

45

300 kroków (ok. 225 m)

wz. 1805  

54

27

 

wz. 777 AN IX  

55

27,50

400 kroków (ok. 300 m)

wz. 1805  

42

21

 

wz. 1777 AN IX

53

26,50

 

Cel był znacznie mniejszy od stodoły, ale – jak widać – jakoś dawało się trafić, choć powyżej 200 m prawdopodobieństwo trafienia w sylwetkę człowieka spada do około jednej czwartej – i to już bez dalszych różnic wywołanych zwiększeniem dystansu i zmianą broni. Na wszystkich odległościach, na które strzelaniem rządzi jeszcze karabin, a nie teoria prawdopodobieństwa, AN IX wykazuje niezaprzeczalną wyższość nad karabinem pruskim. Nic dziwnego, że w roku 1809 to właśnie kopia AN IX stała się nowym karabinem armii tego państwa, zastępując karabiny wz. 1805. Praktyczne wnioski z tego doświadczenia mówią zaś, że donośność (całkowita) strzału przy kącie podniesienia 43° wynosiła ok. 1000 m, z tego donośność skuteczna (na której pocisk jest w stanie zadać ranę) nieco ponad 300 m, ale już donośność celnego ognia to nie więcej niż 150 m. Powyżej 150 m ogień prowadzono już tylko do celów grupowych – kolumn i linii piechoty przeciwnika.

Popularność i renoma AN IX sprawiły, że jest on stałym punktem programu wszystkich liczących się producentów replik czarnoprochowej broni odprzodowej i na rynku każdy chętny ma do wyboru wiele modeli i odmian tej broni w wersjach jakościowych na każdą kieszeń – od nieudolnych naśladownictw po repliki tak doskonałe, że jedynie szczegółowa analiza części pozwala je odróżnić od oryginału. Także w naszym kraju dzięki ostatniemu rozluźnieniu przepisów można już posiadać bez pozwolenia współcześnie wykonywane kopie tego doskonałego karabinu.