Czy Józef Lasek wydawał Żydów?

Autor: Piotr Chmielowiec

Kiedy w 2008 roku w miesięczniku „Znak” ukazał się fragment wspomnień Tadeusza Markiela zatytułowanych Zagłada domu Trinczerów, nie wzbudził on szerszego zainteresowania, poza osobami zajmującymi się na co dzień problematyką zagłady Żydów na ziemiach polskich w okresie okupacji niemieckiej. Dopiero po artykule Cezarego Łazarewicza, zamieszczonym dwa lata później w „Polityce”[1], sprawa zaczęła być głośna, nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

Opisywana w obydwu artykułach Gniewczyna jest miejscowością położoną 3 kilometry na północ od Przeworska. Przed 1939 rokiem zamieszkiwało w niej około 2400 Polaków i ponad 30 Żydów (łącznie w obydwu częściach Gniewczyny, części Gorzyc, Jagiełły i Zmysłówki oraz w Wólce Małkowej – w samej Gniewczynie kilka rodzin). Żydzi zajmowali się głównie handlem bydłem i końmi, można było u nich zakupić produkty przemysłowe, jak odzież, dawali też zatrudnienie polskim sąsiadom, między innymi przy wypasie krów. 

Żydzi mieszkali w swoich domach aż do lata 1942 roku, kiedy to Niemcy rozpoczęli akcję ich zagłady na terenie powiatu jarosławskiego. Od tego czasu zmuszeni byli ukrywać się, głównie u sąsiadów Polaków, szukali też schronienia u swoich rodzin w sąsiednich miejscowościach. 30 XI 1942 roku Ukraińska Policja Pomocnicza rozstrzelała 11 Żydów z Gniewczyny. Świadkowie widzieli 2 mężczyzn i 3 kobiety, a resztę stanowiły dzieci. Wśród zastrzelonych byli Symche Adler i jego żona Gitla z Sandmanów. Zginęło troje z ich czworga dzieci: ośmioletni Nuchym, dziesięcioletnia Urszula, dwunastoletni Josef, ocalała zaś najstarsza Fela, która dzięki pomocy mieszkańców Gniewczyny wyjechała wcześniej na roboty przymusowe do Niemiec, gdzie przeżyła wojnę. Zastrzeleni zostali również Lejba Trinczer i jego żona Szejndla, a wraz z nimi zginęło dwoje z trojga ich dzieci – dwaj synowie, z których jeden, również o imieniu Lejzor, miał za sobą zaledwie rok życia. Będąca w podobnym wieku córka Helcia zginęła prawdopodobnie wcześniej w obozie w Pełkiniach. Być może dwoje najmłodszych dzieci było bliźniakami. Oprócz wymienionych w Gniewczynie zginęło także dwoje dzieci brata Gitli – Chaima i jego żony Sabiny Sandman: trzyletnia Całka i roczny Lejzor.

Od ukazania się wspomnień T. Markiela największe emocje wzbudzało jednak coś innego, a mianowicie fakt oskarżenia przez Żydów sąsiadów Polaków o współpracę z okupantem niemieckim podczas ich likwidacji. Stąd zrozumiałe stało się zainteresowanie wspomnieniami Markiela, a zwłaszcza jego opisem lokalnej społeczności na Podkarpaciu. Mimo tego, że większość historyków podchodziła do jego relacji ostrożnie – uważali bowiem, że bez rzetelnej weryfikacji podanych informacji nie można dokonać jednoznacznej oceny i odnosić jej do ogółu ziem polskich w okresie okupacji, to padały także pojedyncze głosy, że cała sprawa jest przesądzona i wszelkie podejmowane działania są w tej sytuacji zbędne. Tymczasem sprawa wydania gniewczyńskich Żydów w ręce niemieckie była po wojnie podstawą śledztwa prowadzonego przez ówczesne organy wymiaru sprawiedliwości. Trudno obecnie przejść obojętnie wobec poczynionych wtedy ustaleń, gdyż w wielu kwestiach obraz zarysowany przez T. Markiela i rozpowszechniony przez media okazał się zafałszowany i nieprawdziwy, a rzucane oskarżenia na konkretne osoby opierały się na krążących pogłoskach i plotkach, ewentualnie nie znalazły żadnego potwierdzenia.


 

Od samego początku śledztwa głównym podejrzanym w sprawie wydania Żydów w ręce niemieckie był Józef Lasek, pełniący w czasie okupacji niemieckiej funkcję rejonowego komendanta straży pożarnej w Gniewczynie Łańcuckiej. Przez kilka powojennych lat w materiałach śledczych odwoływano się jednak do osoby starszej o prawie dwadzieścia lat, ale o takim samym imieniu i nazwisku. W pomyłce zorientowano się dopiero w 1951 roku. 

Józef Lasek urodził się 8 I 1902 roku w Gniewczynie Trynieckiej, pochodził z rodziny chłopskiej, jego rodzicami byli Tadeusz i Anna z d. Pieczonka, ukończył 4 klasy szkoły powszechnej, uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku i w kampanii wrześniowej 1939 roku, z zawodu był stolarzem i cieślą. Na utrzymaniu miał żonę i sześcioro dzieci. Po ukończeniu kursu straży pożarnej w Rzeszowie w styczniu 1939 roku został mianowany komendantem straży pożarnej, a przed wybuchem wojny przez miesiąc był rejonowym komendantem straży pożarnej. Wiosną 1940 roku ponownie powierzono mu obowiązki rejonowego komendanta straży pożarnej na gminę Tryńcza i gromadę Dębno.

Informacja o tym, że podczas okupacji niemieckiej, wspólnie z innymi członkami OSP, miał on wyłapywać ukrywających się Żydów, pojawiła się w urzędowych doniesieniach na przełomie kwietnia i maja 1948 roku. Niestety w owym czasie nie można było przesłuchać samego podejrzanego, bowiem, prawdopodobnie już od zimy 1947 roku, ukrywał się on u rodziny w Krzemienicy koło Łańcuta i na Pomorzu w miejscowości Ogrodniki koło Elbląga. Śledztwo rozpoczęła Prokuratura Sądu Okręgowego w Przemyślu. Zarzuty obejmowały sprawę wydania Żydów, w tym rodziny Adlerów, w ręce niemieckie, wskazania gestapo Władysława Wasyla i wymuszenia od Marii Koniecznej przedmiotów po Żydach, które miał on sobie przywłaszczyć. 25 V 1949 roku w Sądzie Okręgowym w Przemyślu został złożony akt oskarżenia przeciwko Józefowi Laskowi i trzem innym strażakom: Józefowi Kulpie, Józefowi Botwinie i Janowi Skitałowi. 5 XII 1949 roku rozpoczęła się rozprawa przed Sądem Okręgowym w Przemyślu, na sesji wyjazdowej w Przeworsku, na której obecny był tylko jeden z oskarżonych – Józef Botwina (pozostali ukrywali się i byli reprezentowani przez adwokatów).


Kurs Straży Pożarnych w Mościskach (30 III 1938 r.). Józef Lasek stoi w czapce strażackiej pierwszy z prawej w pierwszym rzędzie (ze zbiorów Mari Annolick)

 

Jednym z najważniejszych świadków obrony była Bronisława Szozda, pochodząca z Gniewczyny Łańcuckiej, która zeznała, że w czasie okupacji niemieckiej ukrywała się w domu Józefa Laska. Jej rodzice byli Żydami, a ona sama w styczniu 1942 roku przyjęła chrzest z rąk ks. proboszcza Stanisława Kułaka (co było również zakazane przez Niemców). Przyznała, że Lasek sam zaproponował jej ukrywanie się u siebie w grudniu 1942 roku, pomimo tego, że znał jej pochodzenie: „Józef Lasek odnosił się do mnie bardzo życzliwie i wielokrotnie przestrzegał mię, gdy mi groziło niebezpieczeństwo. […] Gdy mieszkałam u Józefa Laska, tenże pożyczył u kogoś maszynę do szycia i przyniósł mi, bym sobie szyciem zarobiła na życie”[2]. Bronisława Szozda wyjaśniła też, że ma siostrę, która wyszła za mąż za Polaka, przyjęła chrzest przed wojną i okupację spędziła w Gniewczynie Łańcuckiej. Osoba ta była dobrze znana także Józefowi Laskowi. Inną Żydówką, której pomocy udzielił Lasek, była Golda Russ, która przez miesiąc ukrywała się u niego, pracując w polu razem z jego córką. Było to jeszcze przed rozpoczęciem akcji likwidacji Żydów. Później musiała opuścić dotychczasowe miejsce ukrywania się i na kilka dni powróciła do Marii Rachwał. Opowiadała wtedy, że Lasek „powiedział jej, żeby szukała sobie innego miejsca, albowiem ktoś go doniósł, że u niego przechowuje się Żydówka, a on właśnie dostał rozporządzenie, aby łapał Żydów”[3]. Następnie, na podstawie fałszywych dokumentów wystawionych na nazwisko córki Laska, wyjechała na roboty przymusowe do Niemiec, przeżyła okupację i zmarła po wojnie w szpitalu.

Także w zeznaniach innych świadków padły informacje, że Józef Lasek, nie zważając na grożące mu niebezpieczeństwo, udzielał pomocy Żydom. Pomimo tego 6 II 1950 roku sąd skazał Józefa Laska na 5 lat więzienia, 5 lat utraty praw publicznych i obywatelskich praw honorowych oraz przepadek mienia. Zarzucono mu wskazanie gestapo Władysława Wasyla, ściganego za przestępstwa pospolite oraz usunięcie Żydówki z mieszkania Heleny Górak w Jagielle. Wszyscy sądzeni zostali uniewinnieni od dalszych zarzutów, w tym Lasek z oskarżenia o przyjęcie do swojego domu Adlerów, a następnie zawiadomienia gestapo. 8 lutego z więzienia został wypuszczony Józef Botwina. Wyrok z 6 II 1950 roku nie zadowalał żadnej ze stron; został zaskarżony zarówno przez Prokuraturę Okręgową w Przemyślu, jak również przez adwokata Józefa Laska – dr. Tadeusza Jakubskiego.



 

27 IV 1950 roku przed Sądem Apelacyjnym w Rzeszowie odbyła się rozprawa rewizyjna, podczas której uchylono wyrok odnośnie Józefa Laska w częściach zaskarżonych przez prokuraturę (punkt dotyczący uniewinnienia Józefa Laska od zarzutu wydania rodziny Adlerów w ręce gestapo, ujęcia wspólnie z innymi osobami 9 Żydów w Gniewczynie Łańcuckiej, którzy zostali rozstrzelani na strażnicy pożarnej, ujęcia z policją granatową i gestapo 6 osób w Grodzisku, które zostały następnie rozstrzelane, uniewinnienia Józefa Kulpy i Józefa Botwiny od zarzutów zatrzymania Żydówki u Heleny Górak w Jagielle oraz sentencji wyroku, w której przyjęto, że Józef Lasek ujął wspomnianą Żydówkę, aby ją następnie wypuścić), uznano go jednak winnym usunięcia Żydówki z mieszkania Heleny Górak, za co został skazany na karę 6 lat więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na lat 5 oraz przepadek mienia, a całą sprawę przekazano SO w Przemyślu do ponownego rozpoznania w innym składzie.

Józef Lasek został zatrzymany 18 II 1953 roku, co umożliwiło wznowienie zawieszonego śledztwa. Przesłuchiwany przez Prokuraturę Powiatową w Przeworsku, zeznał, że podczas wojny Niemcy w czasie urządzanych obław wpadali na strażnicę i zabierali strażaków, w szczególności do łapania Żydów, jednak on osobiście nigdy nie brał w tym udziału. W noc poprzedzającą rozstrzelanie 11 Żydów w Gniewczynie Łańcuckiej przebywał służbowo w Tryńczy i Dębnie, skąd powrócił dopiero po południu. Lasek słyszał, że Żydów miał ująć jego sąsiad Franciszek Chruściel, zaprzeczył jednak, aby Żydzi byli w jego domu. Co do zarzutu wskazania Władysława Wasyla, zeznał, że podczas pobytu u sołtysa Józefa Wojtunia, wraz z Wojciechem Kojderem i Franciszkiem Niemcem, zostali stamtąd zabrani przez policję niemiecką i policję granatową w celu doprowadzenia do konkretnych osób. Jemu kazano zaprowadzić policjanta niemieckiego do Władysława Wasyla. Nie pomogło tłumaczenie, że nie zna tego człowieka; Niemiec wyciągnął broń i zagroził zastrzeleniem. Odnośnie zarzutu zabrania od Marii Koniecznej rzeczy pożydowskich, wyjaśnił, że w tej sprawie zgłosił się do niego policjant granatowy Orzechowski ze strażakiem Janem Skitałem i zażądał doprowadzenia do Koniecznej. W jej obecności wyciągnął listę rzeczy pozostawionych przez Żydów i nakazał ich oddanie. Zostały one następnie oddane do przechowania Laskowi, jednak po kilku dniach większość z nich została zabrana, a te przedmioty, które pozostały u niego, znalazła MO w 1948 roku. Odnalezione wtedy łóżko zostało odkupione przez Laska od Niemców, którzy wieźli je do Jarosławia do tamtejszego „Liegenschaftu”.

Za pośrednictwem swojego adwokata, Bronisława Rogalskiego, Józef Lasek  wniósł  11 IX 1953 r. wniosek do Sądu Najwyższego o wstrzymanie wykonania wyroku Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie ze względu na nowe okoliczności. Adwokat Laska tłumaczył, że zostały one ujawnione dopiero w tym momencie, gdyż oskarżony wcześniej ukrywał się i nie miał kontaktu ze swoim obrońcą. Najważniejszym faktem świadczącym na korzyść Laska było to, że zabrana z domu Heleny Górak Żydówka o imieniu Naftali została przez niego przeprowadzona do Katarzyny Majcher w Jagielle, gdzie przebywała przez 3 tygodnie, a następnie sama odeszła do innego miejsca schronienia. W czasie tego pobytu opowiadała, że jej przebywanie w poprzednim miejscu było zbyt niebezpieczne „albowiem za wiele ludzi wiedziało, że się u niej ukrywa i dlatego w porozumieniu z J. Laskiem przeszła do świadka Katarzyny Majcher”[4]. Po rozpoznaniu wniosku obrońcy Sąd Najwyższy na posiedzeniu niejawnym w dniu 29 X 1953 roku uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z 27 IV 1950 roku i wyrok Sądu Okręgowego w Przemyślu z 6 II 1950 roku w części dotyczącej Józefa Laska i sprawę przekazał do ponownego rozpoznania Sądowi Wojewódzkiemu w Rzeszowie Ośrodek w Przemyślu.


Józef Lasek z żoną i dwiema córkami koło domu rodzinnego (ze zbiorów Marii Annolick)

 

Po złożeniu wyjaśnień przez Laska i przesłuchaniu innych świadków Prokuratura Powiatowa w Przeworsku ponownie złożyła akt oskarżenia, w którym zarzucała mu wydanie gestapo w Gniewczynie Łańcuckiej rodziny Adlerów i 9 innych Żydów (tego ostatniego czynu miał się dopuścić „przy pomocy nieżyjących strażaków Franciszka Chruściela i Józefa Chruściela oraz innych osób”) i ujęcie wraz z gestapo Władysława Wasyla „podejrzanego o przynależność do podziemnego ruchu oporu”. W Grodzisku Dolnym Lasek miał się przyczynić do ujęcia 6 Żydów, a w Jagielle „usunął przemocą nieznaną z nazwiska ob[ywatelkę] polską narodowości żydowskiej z mieszkania Heleny Górak, w którym ona się ukrywała jako prześladowana i poszukiwana przez władze niemieckie ze względów rasowych”[5].

Rozprawa Sądu Wojewódzkiego w Rzeszowie Ośrodek w Przemyślu odbyła się w dniach 13–14 V 1954 roku na sesji wyjazdowej w Przeworsku. Po odczytaniu aktu oskarżenia Józef Lasek złożył obszerne wyjaśnienia, w których ponownie odrzucił zarzut wydania rodziny Adlerów w ręce niemieckie i przejęcia ich mienia, zaprzeczył także, aby ta rodzina ukrywała się u niego w momencie zatrzymania. Wyjaśnił, że akcja wyłapywania Żydów w Gniewczynie Łańcuckiej została przeprowadzona „zimową porą” 1942 roku przez „gestapo, a z nimi Franciszek Chruściel”. On sam w tym czasie był poza domem, gdyż dzień wcześniej wyjechał w celach służbowych do Tryńczy. Informacje o przebiegu zatrzymania Adlerów uzyskał od żony po swoim powrocie, która opowiedziała mu, „że przed tą łapanką Adlerowie uciekali w ten sposób, że Adlerowa wpadła do [ich] mieszkania, a jej mąż na strych, a za chwilę wpadli Niemcy wraz z Chruścielem i zabrali ich”[6], nie było wtedy z nimi dzieci. Jako świadek w procesie zeznawał m.in. Piotr Brud, były żołnierz z placówki AK w Tryńczy. Zaprzeczył on, jakoby Władysław Wasyl należał do organizacji podziemnej. Zeznał, że aresztowano go zamiast jego starszego brata Franciszka, który karany za paserstwo, zrzucił winę na młodszego brata. Zapewnił, że ujęcie Wasyla, jak też udział w tym Laska były znane AK, jednak nie było potrzeby wyciągania z tego żadnych konsekwencji.

14 VI 1954 roku Sąd Wojewódzki w Rzeszowie Ośrodek w Przemyślu na sesji wyjazdowej w Przeworsku uniewinnił Józefa Laska z wszystkich zarzutów. Następnego dnia został on zwolniony z więzienia w Przemyślu, a p.o. prokuratora powiatowego w Przeworsku Czesław Szternal nie doszukał się okoliczności, które umożliwiłyby zaskarżenie wyroku. Po zwolnieniu z więzienia Józef Lasek mieszkał w Gniewczynie; zmarł 19 VI 1975 r.

Przebieg śledztwa, jakie było prowadzone w sprawie ujęcia Żydów z Gniewczyny, oraz zebrane przy tej okazji relacje i zeznania żyjących uczestników zdarzeń dają podstawy do próby odpowiedzi na pytanie, czy polscy mieszkańcy przyczynili się do ich ujęcia i wydania Niemcom? Najważniejsze wydaje się pytanie o rolę w tych wydarzeniach Józefa Laska. Jego zachowanie się w czasie okupacji, w świetle znanych faktów, pokazuje, że nie tylko nie przyczynił się do śmierci Żydów, ale przeciwnie – pomagał im, udzielał schronienia we własnym domu, dawał środki na utrzymanie się oraz ostrzegał przed Niemcami i ich współpracownikami.  Kto zatem przyczynił się do śmierci 11 Żydów w Gniewczynie? Główną rolę w ich likwidacji odegrali Niemcy, z inspiracji których działali funkcjonariusze Ukraińskiej Policji Pomocniczej. Do samego zatrzymania przyczynili się polscy policjanci granatowi z posterunku w Grodzisku Dolnym, którzy prawdopodobnie byli inicjatorami ich zatrzymania oraz przesłuchania Żydów, w trakcie którego byli oni poddani torturom w celu wyjawienia miejsc ukrycia kosztowności i przedmiotów do nich należących.


Zdjęcie wykonane w czasie pogrzebu jednego z dzieci Anieli i Józefa Lasków (ze zbiorów Marii Annolick)

 

W sprawie zatrzymania rodziny Adlerów w domu Józefa Laska wiemy, że Żydzi na krótko przed schwytaniem znaleźli w nim schronienie, jednak nie przebywali tutaj przez cały czas. Wychodzili, żeby skontaktować się z innymi ukrywającymi się, a także aby odwiedzić swoje dzieci, które znalazły schronienie w innym miejscu. Żydzi zostali zatrzymani przez policjantów granatowych, którym najprawdopodobniej towarzyszyli Franciszek i Józef Chruścielowie. Nie wiemy, czy zrobili to dobrowolnie, czy też zostali do tego zmuszeni. Trudno jednak zgodzić się z twierdzeniem, że motywem ich postępowania była chęć rabunku. Sam Franciszek Chruściel w swoim domu dawał schronienie i żywił rodzinę Adlerów, za co otrzymał od Gitli Adler „pierzynę i zagłówek”. Zarówno Franciszek, jak i Józef Chruścielowie jako zaprzysiężeni żołnierze dywersji AK zajmowali się m.in. tropieniem osób, które współpracowały z okupantem na polu donosicielstwa, czy też zajmowały się rabunkiem, będąc oficjalnie w szeregach konspiracji.

Józef Lasek nie wymuszał od Marii Koniecznej przedmiotów pozostałych po Żydach – w przeddzień ich rozstrzelania przyszedł do niego policjant granatowy Orzechowski ze strażakiem Janem Skitałem i nakazał mu pójść z nimi. W domu Koniecznej Orzechowski wyciągnął listę rzeczy należących do Żydów, które zostały następnie umieszczone tymczasowo u Laska, a później większość z nich została od niego zabrana. Nierozstrzygniętą do końca pozostaje także rola wspomnianego policjanta granatowego. Wiadomo, że również funkcjonariusze policji polskiej byli wykorzystywani przez Niemców do obław na Żydów. Nierzadko policjanci wymuszali od ukrywających się łapówki, co – jak wynika z zeznań Teresy Łabuzy i Franciszka Kulpy – miało miejsce także w Gniewczynie. Nie wiemy, dlaczego proceder ten został przerwany akurat w momencie zorganizowania obławy na Żydów, którzy posiadali jeszcze tyle kosztowności, że mogli się nimi dalej opłacać.

W niektórych zeznaniach padły zarzuty, że członkowie straży brali udział w przesłuchiwaniu Żydów i ich torturowaniu. Informacje te nie padły jednak od naocznych świadków, ale od tych, którzy wiedzieli o tym ze słyszenia, bądź tak miano mówić we wsi. Faktem jest, że Żydzi po zatrzymaniu byli zamknięci przez dwa dni na strażnicy, po czym przyjechało dwóch żandarmów, którzy rozstrzelali ich na podwórzu domu.

Historia przedstawiona we wspomnieniach Tadeusza Markiela, tj. wykorzystanie przez okupantów niemieckich przedstawicieli społeczności polskiej w obławach na ludność żydowską, dotyczy zagadnienia, które nie znalazło do tej pory pełnego opisu w historiografii. Jest to kwestia trudna, nieposiadająca wielu źródeł wytworzonych w latach wojny lub wkrótce po jej zakończeniu, trudno również po ponad sześćdziesięciu latach znaleźć świadków, którzy pamiętaliby istotne szczegóły sprawy. Nie ma jednak wątpliwości, że należy dążyć do wyjaśnienia wszystkich jej okoliczności. Temat ten w każdym przypadku wymaga jednak opracowań szczegółowych, opartych na rzetelnym wykorzystaniu dostępnych źródeł, bez pochopnego wydawania przedwczesnych sądów i obciążania winą całej zbiorowości, jak to stało się w opisywanej Gniewczynie.

 

Literatura

Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, 191/621, Kwerenda z akt „Zg” (uznanie za zmarłego) Sądu Grodzkiego w Przeworsku 1946–50.

Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, 359/35, Akta w sprawie karnej Józefa Lasek i tow.

Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, 359/36, Akta w sprawie karnej Józefa Lasek i tow.

Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, 359/37, Akta w sprawie karnej Jana Koniecznego.

Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, 359/38, Akta w sprawie karnej Józefa Laska.

Gąsiorowski T., Obwód Przeworsk SZP-ZWZ-AK w latach 1939–1944/45, Kraków 2009.

Libionka D., Historia Gniewczyny – uzupełnienie, „Polityka” 18 XII 2010 r., nr 51.

Łazarewicz C., Lacampe W., Letnisko w domu śmierci, „Polityka” 4 XII 2010, nr 49.

Markiel T., Zagłada domu Trinczerów, „Znak” 2008, nr 4.

Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939–1945. Województwo przemyskie, Warszawa 1983.

Styrna P., Wólka Okrąglik i Gniewczyna: wyjątki czy reguła?, w: Złote serca czy złote żniwa? Studia nad wojennymi losami Polaków i Żydów, red. M.J. Chodakiewicz, W.J. Muszyński, Warszawa 2011.



[1] Łazarewicz C., Lacampe W., Letnisko w domu śmierci, „Polityka” 4 XII 2010, nr 49, s. 32–35.

[2] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie [dalej: AIPN Rz], 359/36, Akta w sprawie karnej Józefa Lasek i tow., Protokół rozprawy głównej, Przeworsk, 6 XII 1949 r., k. 66.

[3] Ibidem, k. 67.

[4] Ibidem, 359/38, Akta w sprawie karnej Józefa Laska, Prośba do Sądu Najwyższego o wznowienie postępowania i zawieszenie wyroku Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, Przemyśl, 11 IX 1953 r., k. 89.

[5] Ibidem, Akt oskarżenia, Przeworsk, 1 III 1954 r., k. 115–116.

[6] Ibidem, Protokół rozprawy głównej, Przeworsk, 13 V 1954 r., k. 130.